Rozmowa z Wojtkiem Rodakiem na temat spektaklu „Love Me Tender”
„Powieść i historia Debré od początku uruchomiły we mnie skojarzenia z grecką tragedią – bohaterka wybrała siebie, czym sprowadziła na siebie gniew tych, których porządek został podważony” – mówi reżyser Wojtek Rodak. Rozmawiamy o spektaklu Love Me Tender i bohaterce, która podejmuje ryzykowne decyzje i wymyka się jednoznacznym ocenom.
Co w Love Me Tender sprawiło, że postanowiłeś przenieść tę historię na scenę?
To chyba będzie mój pierwszy spektakl, który w tak bezpośredni sposób opowiada o miłości, o różnych jej aspektach, także o uczuciu matki do dziecka. Love Me Tender to dla mnie fascynująca książka, ponieważ jej bohaterka jest postacią wymykającą się jednoznacznym ocenom. Czasami trudno zrozumieć jej wybory i wcale niełatwo ją polubić. Ona nie daje się tak łatwo zaszufladkować, podejmuje często niepopularne decyzje i wciąż wyrzuca nas ze strefy komfortu. Takich postaci jest coraz mniej w naszej poprawnej politycznej rzeczywistości, w kulturze popularnej, ale także w sztuce. Narracje serwowane przez platformy streamingowe zwykle spłaszczają i upraszczają ludzką naturę, zaprzeczają naszemu skomplikowaniu i różnorodności sposobów w jakie przeżywamy świat. Mam wobec tego jakiś opór. Chciałbym, żeby widzowie i widzki wychodząc z naszego spektaklu musieli wykonać pracę i odpowiedzieć sobie na pytanie co przyjmują, a co odrzucają.
Powiedz kilka słów o książce i autorce.
Constance Debré pochodzi z bardzo uprzywilejowanej francuskiej rodziny o korzeniach arystokratycznych. W Polsce nawet trudno wyobrazić sobie ten rodzaj społecznego statusu. Jej dziadek współtworzył konstytucję Francji w rządzie de Gaulle’a, wśród krewnych po stronie matki jest wiele księżnych i książąt. Wychowana w takiej rodzinie, będąc prawniczką, żoną i matką, w wieku około 43 lat odchodzi od męża, porzuca dotychczasowy zawód, a wraz z nim swój społeczny status i zostaje pisarką na pełen etat. Oczywiście pojawia się pytanie, czy tego rodzaju uprzywilejowanie w ogóle da się porzucić – to jeden z tematów naszego spektaklu. Zaczyna spotykać się z kobietami, odnajdując queerową tożsamość, która nadaje jej życiu nowy sens. Ponadto zaczyna regularnie pływać, a trenowanie ciała jest w pewnym sensie przygotowywaniem do walki, którą musi stoczyć ze swoim ex-mężem, a także z systemem opieki społecznej. Powieść i historia Debré od początku uruchomiła we mnie skojarzenia z grecką tragedią – bohaterka wybrała siebie, czym sprowadziła na siebie gniew tych, których porządek został podważony – były mąż wytoczył jej proces o pozbawienie praw do opieki nad dzieckiem.
Love Me Tender jest drugą częścią autofikcyjnej trylogii Debré. W Polsce ukazała się już pierwsza część – Play boy, która skupia się w dużej mierze na odkrywaniu queerowej tożsamości. W Love Me Tender akcent pada na inne kwestie.
Druga część trylogii koncentruje się przede wszystkim na procesie i walce o syna, ale także o siebie. Kiedy czytałem ją po angielsku ujęła mnie surowością języka i precyzją zaczerpniętą ze stylu prawniczego. Czasem miałem wrażenie jakbym czytał akta sądowe – ten zabieg pozwolił autorce uniknąć melodramatycznego tonu jaki pojawia się często w narracjach o doświadczeniach macierzyństwa. Debré poszukuje własnego języka by wyrazić te przeżycia. W tym spektaklu nie chcemy budować jakiejś generalnej opowieści o matkach czy lesbijkach. Podążamy za bardzo konkretną historią i osobą, która dokonała określonych wyborów i kroczy swoją – dość radykalną – ścieżką.
Co jest radykalnego, czy kontrowersyjnego w wyborach bohaterki?
To, na ile czyjeś wybory życiowe są radykalne i kontrowersyjne, jest kwestią indywidualnej oceny. Chciałbym ją zostawić widzom i widzkom naszego spektaklu. Ale wydaje mi się, że polskiej publiczności najbardziej radykalne może się wydać jej podejście do macierzyństwa. Myślę że w naszym kraju, jest wciąż ono największym tematem tabu. Z jednej strony rozmawia się o nim wszędzie, podobnie jak o rodzicielstwie, zwłaszcza w dobie spadającej dzietności, ale tak naprawdę ta dyskusja dotyczy tylko wybranych społecznie, akceptowalnych modeli. Macierzyństwo łączy się w Polsce z wieloma innymi kwestiami – chociażby prawami reprodukcyjnymi. Chciałbym żeby nasz kraj był naprawdę gotowów na rzetelną dyskusję na te tematy.
Kogo zobaczymy w obsadzie?
Zaproszenie do głównej roli przyjęła Justyna Wasilewska. Jej byłego męża zagra Sebastian Pawlak, ojca Lech Łotocki, a kochanki Agnieszka Podsiadlik i Agnieszka Rajda. Natalia Kalita wcieli się w reprezentantkę struktur systemu prawno-społecznego. W spektaklu pojawi się także dziecięcy aktor, który wcieli się w rolę syna głównej bohaterki.
W dwóch pierwszych częściach swojej trylogii Debré opisuje mikroskopijne paryskie mieszkania, w których pomieszkuje po rzuceniu zawodu prawniczki. Często przebywa także w przestrzeniach publicznych. Jaka będzie scenografia spektaklu?
W jednym z wywiadów Constance Debré wspomina o swoich inspiracjach twórczością Williama Egglestona, który od końca lat 50. fotografował przestrzenie użyteczności publicznej w Stanach Zjednoczonych i zyskał miano Hoppera fotografii. Doris Nawrot, która jest autorką scenografii i kostiumów do spektaklu podąża za tą inspiracją. Czujemy, że surowa, wolna od psychologizacji przestrzeń publiczna koresponduje z chłodem języka i decyzji autorki. Takie miejsca jak ulica, sąd, pływalnia, paryskie kawiarnie, hotele – odgrywają w powieści i w spektaklu ważną rolę, także w kontekście symbolicznym. Decydując się na napisanie tak osobistej książki bohaterka wystawia swoje życie na widok publiczny, ale wcześniej to samo robi z jej prywatnością przecież system sądowy.
Czym ten spektakl może być dla widzów_ek? Do kogo jest adresowany?
Cieszy mnie że lesbijskie historie pojawiają się coraz częściej w przestrzeni publicznej, ale uważam, że wciąż jest ich za mało – zwłaszcza w porównaniu z tymi gejowskimi. Love Me Tender jak wiele moich prac wyrasta z potrzeb reprezentacji queerowej społeczności, ale myślę że w wielu punktach jest to też opowieść uniwersalna, bo dotyka generalnie tematu systemu opieki nad dziećmi. Fakt że ta historia wydarzyła się naprawdę we współczesnej Francji, pokazuje jak realny i złożony jest to problem. W pewnym sensie jest to więc historia kafkowska, ponieważ każdy z nas w różnych momentach życia doświadcza mniejszych lub większych absurdów systemowych.
fot. Magda Hueckel