Adrianna Malecka o „Klubie”

06.08.2021.

fot. Bartek Warzecha

Czym jest dla Ciebie spektakl „Klub”?

„Klub” jest dla mnie eksperymentem. Nowym doświadczeniem, w moim mało doświadczonym życiu
twórczym. „Klub” jest dla mnie też wspólnotą kobiet. Czymś, czego nigdy nie zaznałam w takim
wymiarze. I przede wszystkim „Klub” jest wspaniałym zwieńczeniem trudnego procesu, jaki ja oraz
moje koleżanki, przeżyłyśmy przez te lata edukacji. To prezent, za to wszystko, co działo się wcześniej. Nie mogłam wymarzyć sobie lepszego zakończenia szkoły, niż spektaklem który NIE JEST dyplomem, a który dał mi takie spotkania, znajomości i doświadczenia.

Dlaczego wzięłaś udział w tym przedstawieniu?

Wszystko zaczęło się od telefonu mojej koleżanki z roku: „Ada, chcemy zrobić projekt z samymi
dziewczynami. Piszesz się?” A potem zmieniło w falę cudownych wydarzeń, pięknych spotkań,
wspaniałych inspiracji. Chciałyśmy grać – więcej niż nam dawali możliwości. Chciałyśmy zrobić tekst
kobiecy i współpracować z kobietą reżyserką – to wszystko się udało. Jak mogłam z tego nie
skorzystać?

Jak definiujesz to przedstawienie w kontekście zmian jakie zachodzą w polskim teatrze?

To nowy głos. Bo głos od nowego pokolenia – świadomych, twórczych, młodych kobiet. Pierwsza
możliwość na to, żebyśmy to My zabrały głos – a nie nam ten głos zabrano. „Klub” oprócz historii z
szwedzkiego reportażu, daje szanse by poruszyć kwestie tego, jakie zmiany są potrzebne i w jakim
miejscu teraz jesteśmy w polskim teatrze. Nie ukrywam, że bardzo się tego bałam i byłam jedną z
tych osób, które na pierwszych próbach komunikowały: „nie chce, żeby ten spektakl był o nas i o
naszych traumach. Niech to będzie historia Klubben, a porównania do polskiego rynku nie będą
dosłowne”, a potem w swojej scenie indywidualnej, to ja przekraczam tą dosłowną granicę i mówię o
wszystkim prawie w prost. Prawie – bo jednak w żartach. To chyba dlatego, że poczułam, że jest na to
przestrzeń, że mamy bezpieczne środowisko i mamy na to idealny czas.

Co było dla Ciebie największym wyzwaniem w pracy przy tym spektaklu?

Największym wyzwaniem dla mnie przy pracy nad „Klubem” była ogromna ilość nowości. Prawie
wszystko było dla mnie czymś, czego nigdy przedtem nie doświadczyłam – praca nad spektaklem
mocno formalnym, tworzonym w nurcie post-brechtowskim, z samymi kobietami, oparta na trudnych, prawdziwych wydarzeniach i inspirująca do otwierania się na nasze wspomnienia i traumy,
praca z psycholożką w trakcie procesu, z oddechem i z… żartem. Te wszystkie nowości z początku były dość przytłaczające, ale ponieważ to wszystko działo się w tak komfortowych warunkach pracy (co również było swego rodzaju nowością w moim życiu), dało to szansę na współtworzenie i
rozsmakowywanie się w tych nowościach. Wtedy te wyzwania, stały się już tylko przyjemnością.

Czego nowego dowiedziałaś się o sobie podczas pracy nad tym spektaklem?

Dzięki pracy nad „Klubem” udało mi się nazwać moje słabości, moje bariery i moje granice. Udało mi się zacząć poszerzać je świadomie. Dowiedziałam się, że jestem twórcą, a nie odtwórcą, że mam realny wpływ na sztukę współczesną w Polsce. Dowiedziałam się też, że jako kobieta mam wbite do głowy schematy, którym warto się przeciwstawiać. Zaczęłam szerzej spoglądać na świat i odnajdywać swoje poglądy, a nie narzucone przez kulturę, społeczeństwo i wychowanie. „Klub” spowodował, że wiem jak chce pracować, a jak nie chcę i czego szukam w dalszym procesie mojego życia zawodowego.

Więcej o spektaklu Kup bilet

Przeczytaj, co o „Klubie” mówią…

Maria Kozłowska
Bernadetta Statkiewicz
Magdalena Sildatk
Julia Borkowska
Helena Urbańska
Monika Szufladowicz

Patron