Rozmowa z Marcinem Koszałką, reżyserem streamingu „Rechnitz. Opery – Anioła Zagłady”

14.04.2021

fot. Marcin Oliva Soto

Zapraszamy do przeczytania rozmowy z Marcinem Koszałką, realizatorem filmowym i reżyserem streamingu „Rechnitz. Opera – Anioł Zagłady” w reżyserii Katarzyny Kalwat, który odbędzie się już 24 kwietnia w TR Online. Wydarzeniu towarzyszyć będzie wprowadzenie oraz rozmowa z zespołem twórców i twórczyń, w którego skład wchodzą Katarzyna Kalwat (reżyseria), Monika Muskała (tłumaczenie, dramaturgia, libretto), kompozytor Wojtek Blecharz, aktorzy i aktorki TR Warszawa: Magdalena Kuta, Lech Łotocki, Tomasz Tyndyk, Agnieszka Żulewska, Sebastian Pawlak, Adam Woronowicz oraz zespół Cellonet: Andrzej Bauer (kierownictwo muzyczne), Magdalena Bojanowicz, Bartosz Koziak i Marcin Zdunik. Spotkanie poprowadzi Paweł Smoleński.

Czytaj więcej o transmisji 24 kwietnia

Reżyser streamingu to nowa funkcja wynikająca ze specyfiki czasów, w których żyjemy. Jak definiuje się Pan w tej roli?

Myślę, że reżyseria streamingu nie jest zupełnie nową formą zawodu filmowego. Podstawą tej realizacji jest realizacja telewizyjna, czyli system wielokamerowy realizowany na żywo w studiu telewizyjnym lub realizacja jakiegoś koncertu. Tak więc ta profesja bliska jest realizacji telewizyjnej wielokamerowej, gdzie realizator wizji montuje spektakl czy koncert na żywo. Robił tak np. Stanisław Zajączkowski, bardzo słynny polski realizator telewizyjny, który robił na żywo spektakle Tadeusza Kantora.

Grzegorz Jarzyna decydując się na zapraszanie reżyserów i reżyserki do współtworzenia streamingów spektakli TR Warszawa mówił, że to przedsięwzięcie polegające na przełożenie spektaklu na język reżysera streamingu. Na jaki język zamierza przełożyć Pan „Rechnitz. Operę – Anioła Zagłady”?

Wcześniej nie miałem doświadczenia pracy na żywo z kilkoma kamerami, bo nie pracowałem jako realizator telewizyjny. Mój wkład polega na tym, że staram się używać wielu kamer, ale myśleć jednak językiem filmu, a nie telewizji. Na czym to polega? Na kreacyjnym podejściu do realizacji, szukaniu rozwiązań niestandardowych, bardziej filmowych niż telewizyjnych, szczególnie w oświetleniu, ale też w punktach ustawienia kamery czy kadrowaniu. Jest więc to jest pewna modyfikacja autorska czegoś, co nazywa się telewizyjną realizacją wielokamerową.

Transmisja tak statycznego spektaklu wydaje się być sporym wyzwaniem.

Oglądając spektakl na żywo należy go przełożyć na język obrazów, które odbierane są przez widza. Język obrazów to nie tylko kadry, chociaż oczywiście kadrowanie i przede wszystkim punkty widzenia kamery to są kwestie bardzo istotne. W przypadku montażu na żywo – bo to jest naprawę na żywo, ten online, zazwyczaj coś takiego montuje się w montażowni i na ten proces zabiera dużo czasu – można zastanowić się, czy scena ma trwać 5 sekund, czy dłużej, czy może krócej. Tutaj czasu nie ma, montaż jest intuicyjny, bo w czasie rzeczywistym i na emocjach. To dlatego podczas pracy nad „Powrotem do Reims” zaproponowałem Katarzynie Kalwat, aby siedziała blisko mnie i monitorów i by wspólnie ze mną ustawiała inscenizacje i kadrowanie operatorów. Reżyserka dostaje przestrzeń np. czterech ustawień, które się cały czas zmieniają w dynamice spektaklu i ona de facto decyduje o punkcie montażu czy cięcia. Opowiadanie filmowe z montażem to jest pewien rytm obrazu i bardzo znaczące dla emocji jest to, ile dany obraz trwa, czyli czas od punktu A do punktu B – bo, na przykład, jeśli on będzie za długi albo za krótki, może to wywołać negatywny skutek u odbiorcy, który się rozproszy, znudzi. Albo też coś będzie trwało zbyt krótko, by dotarła do niego pewna informacja. Tutaj bardzo ważna jest współpraca reżyserska – ja przygotowuję pewien grunt, a ostatniego „tchnięcia” dokona Katarzyna Kalwat.

Jak wygląda Pana praca z Katarzyną Kalwat przy tym streamingu?

Katarzyna Kalwat ma pewną wizję tego spektaklu i moim zadaniem jest podążanie za tą wizją; nie realizowanie czegoś zupełnie nowego, tylko utrzymanie pewnej konwencji. Rozmawialiśmy o tym z Katarzyną i ta konwencja będzie raczej sekwencją montażową ostatecznych ujęć, czyli dynamizowaniem kilku punktów widzenia kamery w sposób statyczny, ale dynamika zostanie osiągnięta przez montaż materiału na żywo. Można sobie na to pozwolić, bo spektakl ten jest na tyle gęsty i muzyczny, że dokładanie formy w postaci jakiś wyrafinowanych ruchów kamery mogłoby się wydawać zbyt barokowe – ten spektakl jest bardzo dynamiczny i bardzo mocny sam w sobie. Kamera powinna być chłodno zdystansowana i niespecjalnie się wyróżniać.

Czy udział w projekcie, którego podstawą jest opera i muzyka, jest dla Pana nowym wyzwaniem? Jak ważna jest muzyka dla Pańskim życiu oraz w Pana twórczości?

Muzyka jest dla mnie oczywiście bardzo ważnym elementem. Słucham dużo różnej muzyki, klasycznej i rockowej, szczególnie lubię muzykę elektroniczną. Muzyka to jest rytm, podstawowy język filmu. Jest ona kolejnym bohaterem, tak więc bardzo ważne jest, że ten spektakl działa na przestrzeni kilku poziomów – nie tylko tego dramaturgicznego, ale też muzycznego.

Czy temat tej sztuki miał wpływ na podjęcie przez Pana decyzji o wyreżyserowaniu tego streamingu?

Oczywiście, że tak. Głównym powodem jednak jest postać samej reżyserki, z którą dobrze mi się pracuje. Katarzyna Kalwat jest osoba bardzo utalentowaną, ciekawą, daje nowe wyzwania i doświadczenia artystyczne, tak więc to był główny powód. Z kolei tematyka sztuki oczywiście jest mi bliska, ponieważ sam działam w tym obszarze. Ostatnio przygotowuję duży film, którego akcja również rozgrywa się podczas wojny; pracuję też nad innym projektem, który dzieje się w Auschwitz.

TR Warszawa to miejsce wyjątkowe na mapie teatralnej Polski. Czy charakter tego teatru, jego historia miały wpływ na podjęcie decyzji wzięcia udziału w tym projekcie?

Bardzo cenię to miejsce – jako krakus jestem pod wrażeniem i myślę, że my w Krakowie takiego teatru nie mamy. Cenię ten teatr i jego dorobek, ważne jest dla mnie gdzie pracuję i z kim. Uważam jednak, że widownia czeka na żywy teatr. Ja też czekam, wolę brać udział w spektaklu, w którym widzę aktorów, którzy są niedaleko mnie, czuję ich oddech. Ta epoka covid-streaming to jest moment, kiedy twórcy teatralni zdobędą nowe doświadczenie – wizualny zapis rejestracji wideo filmowego i to na pewno będzie wykorzystane, ponieważ dawna trwa moda na wykorzystywanie wideo w teatrze.

Więcej o streamingu spektaklu

Marcin Koszałka – twórca filmowy, wybitny reżyser i operator, członek Polskiej i Europejskiej Akademii Filmowej, Stowarzyszenia Autorów Zdjęć Filmowych i Gildii Reżyserów Polskich.

Zadebiutował w 1999 r. krótkometrażowym dokumentem „Takiego pięknego syna urodziłam”, poświęconym jego relacjom z rodzicami. Film zdobył nagrody na festiwalach w Berlinie, Krakowie, Kazimierzu Dolnym i Nyon, a Koszałka zyskał miano jednego z najważniejszych polskich dokumentalistów swojego pokolenia.

Koszałka jest także autorem zdjęć do filmów fabularnych. Współpracował z takimi reżyserami i reżyserkami jak Magdalena Piekorz, Michał Rosa, Borys Lankosz czy Jacek Bromski.

Czytaj więcej

Przeczytaj pozostałe rozmowy ze współtwórcami i współtwórczyniami spektaklu „Rechnitz. Opera – Anioł Zagłady”:

Rozmowa z Moniką Muskałą, tłumaczką, dramaturżką

Rozmowa z Wojtkiem Blecharzem, kompozytorem

fot. Marcin Oliva Soto

Patroni