Współczesne nastolatki to pokolenie żałoby – rozmowa z Katarzyną Minkowską o pracy nad spektaklem DRYF
Skąd wziął się pomysł na DRYF? Dlaczego robisz z młodzieżą spektakl o pożegnaniu i nadziei?
Katarzyna Minkowska: Chcieliśmy zrobić o tym spektakl ponieważ mamy poczucie, że współczesne nastolatki i młodzi dorośli to jest pokolenie żałoby. Ja dorastałam wśród obietnic, że przyszłość będzie wspaniała. Mówiono nam, że jako społeczeństwo i ogólnie pojęta ludzkość popełniliśmy już wszystkie możliwe błędy i teraz już będzie tylko lepiej – czeka nas świetlana przyszłość w kolorach plastiku za 99 groszy.
Mam poczucie, że obecne pokolenie młodych konfrontuje się z katastrofą tego snu. Świadectwem tego jest dojmujący smutek, który ma odbicie w wielu innych projektach realizowanych z młodzieżą, jak choćby w “Płyńcie łzy moje” Klaudii Hartung-Wójciak, poprzednim spektaklu powstałym w ramach TISZ TR 2024-26. Często tych trudnych uczuć związanych z żałobą po dzieciństwie i wejściem w dorosłość osoby nastoletnie nie potrafią do końca nazwać, szukają pola, sposobu żeby się jakoś wypowiedzieć. Uznaliśmy, że chcielibyśmy się zająć właśnie pożegnaniem z dzieciństwem i mimo wszystko próbą poszukiwania nadziei.
Czujesz w młodych ludziach tę żałobę?
W części na pewno tak. Ja myślę, że kiedy wchodzisz w dorosłość musisz zostawić za sobą bardzo dużo rzeczy – mniejszych lub większych. Niektórzy zostawiają rodziców, inni kogoś, kogo już nigdy nie zobaczą, jeszcze inni swój pokój, swoją bezpieczną przestrzeń – to też jest bardzo dużo.
DRYF kojarzy się z ruchem bez sterowania, utratą kierunku, niesieniem przez prąd, wiatr albo okoliczności. Przede wszystkim jednak budzi skojarzenia z wodą, jaka to będzie sytuacja sceniczna?
Jest nieokreślony rodzaj powodzi i dryfujący dach, na którym znaleźli się bohaterowie i bohaterki, którzy_które są takimi “uratowanymi” ludźmi. Znaleźli się w sytuacji, kiedy muszą gdzieś odpłynąć i zdecydować, co zabrać w dalszą drogę. Jest to więc opowieść o tym, co z domu, dzieciństwa wziąć ze sobą w dalsze życie, ale także co zostawić, bo jest trudne i poczuć dzięki temu ulgę. Chciałabym żeby to była także historia o tym, że można dać sobie nawzajem nadzieję, zatroszczyć się o siebie, podać komuś pomocną dłoń. Chcemy poprzez formułę różnych prób i ćwiczeń wypracować pewne obrazy, które można spróbować ułożyć w fotografie. Dużo osób pytanych przeze mnie, co by zabrały na tratwę wskazało właśnie zdjęcia. Potem zaczęliśmy rozmawiać, jakie byłyby to zdjęcia, jakie są z nimi związane uczucia i emocje. Myślę jednak, że nasza opowieść będzie dość zróżnicowana – ktoś zabierze zdjęcie, ktoś zaśpiewa piosenkę, ktoś po prostu zagra jakąś wymarzoną scenę.
W jaki sposób osoby trafiły do tego projektu, czy to uczniowie i uczennice jednej klasy?
Nie, to jest młodzież z różnych klas Technikum Architektoniczno-Budowlanego, która po prostu zgłosiła się do projektu – w sumie osiem osób, które są ze mną od początku. Część z tej ósemki jest z ostatniej klasy, część z drugiej, ktoś z trzeciej. Czwórka z nich brała udział w projekcie Klaudii Hartung-Wójciak “Płyńcie łzy moje”.
A jak Ci się pracuje z młodzieżą, to dla ciebie nowa sytuacja?
Bardzo dobrze, chociaż nie dostrzegam raczej w sobie jakiś wybitnych zdolności
pedagogicznych. Na szczęście jest ze mną Lama (Lama Krystyna Szydłowska – przyp. red.), moja przyjaciółka, choreografka, która posiada wyjątkowe umiejętności w tej dziedzinie. Lama, poza tym, że tworzy choreografię, to wspiera cały proces, współprowadzi próby i po prostu robimy ten spektakl wspólnie, jako duet. Zauważyłam – w pracy przy dyplomach ze studentami – że Lama potrafi przełożyć moje abstrakcyjne wywody na komunikatywne. W próbach aktywnie uczestniczyła też Ania Kurelska, pedagożka teatru, która sprawiła, że cały projekt przebiega do tej pory bardzo spokojnie – pomimo intensywnych emocji. Ania – ze swoim wieloletnim doświadczeniem – potrafi łagodnie zapobiegać potencjalnym kryzysom, bierze na siebie odpowiedzialność pedagogiczną i dba o komfort grupy.
Co jest dla Ciebie najważniejsze w tym projekcie?
Dla mnie chyba jednak najważniejsze jest to, żebyśmy wspólnie mogli znaleźć jakąś siłę, która ułatwi to przejście w nieznaną przyszłość. Dla mnie to też jest wielka nauka – od nikogo nie można się tyle nauczyć co od ludzi, którzy dopiero zaczynają kształtować swoją przyszłość.
Czy każda z tych ośmiu osób będzie niosła jakąś przypisaną swoją historię, swój
moment?
To się okaże. Mam nadzieję, że tak, bo to by było super, żeby każdy się jakoś w pewnym momencie objawił. Chciałabym utrzymać taką dynamikę.
fot. Wojciech Sobolewski